Poruszał serca ludzi na całym świecie. Był ikoną pop kultury. Człowiekiem wielkiego serca przepełnionym miłością. Chciał miłością obdarowywać i otworzyć nam oczy na otaczający świat, na zło i dobro, które tkwi w każdym z nas. Chciał nam przekazać, ze miłość jest najważniejszą z wartości i że wszyscy jesteśmy sobie równi bez względu na rasę i pochodzenie. Że razem możemy wiele, że możemy uzdrowić świat dla naszych dzieci, dla nas i dla drugiego człowieka. Wystarczy się rozejrzeć i zacząć działać. Chciał żeby nas obchodziło, żebyśmy nie byli obojętni na drugiego człowieka, na naszą planetę.
Przełamywał bariery muzyczne i taneczne. Utorował drogę dla wielu dzisiejszych afro-amerykańskich sław. Był niezaprzeczalnym mistrzem w swojej dziedzinie i wzorem człowieka, którego idee były warte naśladowania. Pozostanie w naszej świadomości do końca życia. Jego muzyka wciąż będzie inspirować ludzi i zachwycać swoim indywidualizmem oraz nieprzeciętnością. Będzie wzbudzać w nas emocje. U jednych będą to uczucia pozytywne, u innych mniej, ale nikt nie przejdzie koło jego dokonań obojętnie. Na tej muzyce wychowywały się pokolenia. Kto miał okazję zobaczyć go na żywo wie jakie to niesamowite przeżycie. Majstersztyk wykonania. Mistrz przedstawienia. Perfekcjonista.
Był fenomenem. Czymś czego nie można stworzyć, wyuczyć. Był najlepszy. Był pierwszy. Był królem. Wierzę, że ludzie zapamiętają go przez muzykę, taniec i emocje jakie wykreował, a nie przez pryzmat historii rozdmuchanych przez media. Za chwilę się okaże, że połowa z nich była wyssana z palca i pewnie nikt się zbytnio nie zdziwi.
Dlatego bądźmy wdzięczni, że przyszło nam żyć w czasach takiego geniusza i jedynego w swoim rodzaju człowieka, chcącego dawać radość innym ludziom.
Był i będzie w naszej pamięci. Człowiek legenda - tak po śmierci jak i za życia. Człowiek, który naprawdę wierzył, że można uzdrowić świat i stworzyć na ziemi lepsze miejsce...
"Heal The World"
There's A Place In
Your Heart
And I Know That It Is Love
And This Place Could
Be Much
Brighter Than Tomorrow
And If You Really Try
You'll Find There's No Need
To Cry
In This Place You'll Feel
There's No Hurt Or Sorrow
There Are Ways
To Get There
If You Care Enough
For The Living
Make A Little Space
Make A Better Place...
Heal The World
Make It A Better Place
For You And For Me
And The Entire Human Race
There Are People Dying
If You Care Enough
For The Living
Make A Better Place
For You And For Me
If You Want To Know Why
There's A Love That
Cannot Lie
Love Is Strong
It Only Cares For
Joyful Giving
If We Try
We Shall See
In This Bliss
We Cannot Feel
Fear Or Dread
We Stop Existing And
Start Living
Then It Feels That Always
Love's Enough For
Us Growing
So Make A Better World
Make A Better World...
Heal The World
Make It A Better Place
For You And For Me
And The Entire Human Race
There Are People Dying
If You Care Enough
For The Living
Make A Better Place
For You And For Me
And The Dream We Were
Conceived In
Will Reveal A Joyful Face
And The World We
Once Believed In
Will Shine Again In Grace
Then Why Do We Keep
Strangling Life
Wound This Earth
Crucify Its Soul
Though It's Plain To See
This World Is Heavenly
Be God's Glow
We Could Fly So High
Let Our Spirits Never Die
In My Heart
I Feel You Are All
My Brothers
Create A World With
No Fear
Together We'll Cry
Happy Tears
See The Nations Turn
Their Swords
Into Plowshares
We Could Really Get There
If You Cared Enough
For The Living
Make A Little Space
To Make A Better Place...
Heal The World
Make It A Better Place
For You And For Me
And The Entire Human Race
There Are People Dying
If You Care Enough
For The Living
Make A Better Place
For You And For Me
Heal The World
Make It A Better Place
For You And For Me
And The Entire Human Race
There Are People Dying
If You Care Enough
For The Living
Make A Better Place
For You And For Me
Heal The World
Make It A Better Place
For You And For Me
And The Entire Human Race
There Are People Dying
If You Care Enough
For The Living
Make A Better Place
For You And For Me
There Are People Dying
If You Care Enough
For The Living
Make A Better Place
For You And For Me
There Are People Dying
If You Care Enough
For The Living
Make A Better Place
For You And For Me

In memory of Michael Jackson
1958/08/29 - 2009/06/25
"There's nothing that can't be done
if we raise our voice as one"
Dostałam ostatnio prezent! Na zbliżające się urodziny dostałam wycieczkę na Majorkę. Kiedy spacerkiem wędrowałam sobie do pracy zadzwonił do mnie mój przyjaciel i z przejęciem i może lekkim zatrwożeniem zapytał czy czasem nie przeszkadza. Kiedy wreszcie usłyszał, ze może mówić przez moje uszy dotarł zaskakujący dźwięk. Powiedział, ze musze załatwić sobie wolne na tydzień. Ja oczywiście jak to ja mowie od razu bez ogródek, ze się nie da. Szef to straszna pirania. Poza tym tydzień temu wróciłam z Polski wiec nie ma mowy o jakimkolwiek urlopie. Poza tym w ciągu trzech sekund ciszy, która zlega miedzy jego żądaniem, a moim wyduszeniem zaskoczenia, przeturlało się przez głowę milion myśli. Jak to WEZ WOLNE? Co szef na to? Czy to jest w ogóle możliwe? Nie! Nie! Nie! Nawet się nie pytaj - nie pozwoli. A może jednak? Takie ładne słoneczko...Może da się przekonać? Ależ to w ogóle wykluczone. Przecież będziemy mieli gościa w tym tygodniu... A może jednak się uda? Ciekawe co on kombinuje ten mój przyjaciel? W końcu wydusiłam jedno pytanie: o co tak naprawdę chodzi, bo jak nie będę wiedzieć to nic nie załatwię. Oczywiście w bliźniaczej naturze jak to zawsze bywa ciekawość doskwiera i odzywa się dwoistość natury - kompletne niezdecydowanie. Uda się, nie uda... Uwzięłam się na swojego przyjaciela i zaczęłam bombardować go pytaniami co mu tak spieszno do mojego wolnego. Oczywiście po krótkiej chwili wypytywania i może jakiegoś malutkiego szantażu połączonego z milusińskim głosikiem grzecznej dziewczynki wydarłam mu prawdę z ust.
Jedziesz na Majorkę - powiedział. Za chwile jak szybko tylko mógł to dodał: to znaczy nie jedziesz jeszcze, bo najpierw musisz załatwić sobie wolne. Wtedy odezwała się moja optymistycznie myślącą część osobowości, którą skacząc w duchu z radości odparła: NIEMOZLIWE. Nie załatwię sobie wolnego. Nie ma takiego cudu, który by przemówił mojemu szefowi, że dobry pracownik to zadowolony pracownik (szczególnie taki, co bierze co tydzień na tydzień wolne). Na pocieszenie przyjaciel dodał jeszcze, że to miała być niespodzianka i że ja nie powinnam o tym wiedzieć. Moje świetliki radości troszeczkę przygasły w oczach, ale za moment dopadł mnie genialny pomysł. Niech się dzieje wola nieba z nią się zawsze zgadzać trzeba, wiec podjęłam ryzyko wiedząc, że nie mam nic do stracenia. Poprosiła przyjaciela żeby zadzwonił i pogadał z moim szefem na temat wolnego, a ja udaje głupka, że nic nie wiem. Więc jak pomyślałam tak zrobił. Oczywiście po dłuższym czasie oddzwonił do mnie i powiedział, ze nic z tego, że się nie udało, bo za dużo pracy jest przewidziane na nadchodzący tydzień. Sprawa się rypła, a kobyłka u płotu. Była Majorka i nie ma Majorki. A już przed oczyma duszy widziałam siebie na białej plaży u brzegów lazurowego morza kołyszącego się w swoim własnym rytmie. Widziałam te wszystkie palmy pięknie wybijające się z gorącej, nagrzanej ciepłem słońca ziemi... Widziałam tych opalonych turystów i siebie tańczącą na plaży... Ale nie - oznacza nie. Głową muru nie przebije.
To był piątek. Dzień jak każdy inny. Jednak mimo niepomyślnej decyzji o przyszłym niedoszłym wyjeździe czułam ciągłe, niewyjaśnione podekscytowanie. Podczas popołudniowego wypadu z ciocią na piwko dowiedziałam się, że sen o Majorce się spełni i że to nie żarty! Dostałam niespodziewanie kartkę z życzeniami, że zamiast obiecanego koncertu dostaje podróż. Zatkało mnie tak, że nie mogła wydusić z siebie słowa. Z braku warunków do wykrzyczenia się z radości rzuciłam się na moją ciocię z rozpalonymi ze szczęścia policzkami. Nawet nie mogłam poskładać jednego konkretnego zdania, żeby zapytać się, a co z pracą. Okazało się, że szef wcale nie taka piła jakby się wydawało i bardzo się zaangażował w przekładanie zaplanowanych spotkań. Była w siódmym niebie. Ja, która zawsze marzyła o Hiszpanii, nareszcie tam jedzie! Ciężko było ochłonąć z wiadomości, że za dwa dni jedziemy. Pierwsza wycieczka w nieznane. Pierwsza taka wycieczka. Wszystko brzmiało jak abstrakcja. W głowie miałam tylko tłum szczęśliwych chochlików. Oczywiście natychmiast podzieliłam się wiadomością ze znajomymi. Chciałam żeby mi zazdrościli troszeczkę.
Po krótkich przebojach przy odprawie na lotnisku nareszcie siedzieliśmy w samolocie, lecąc na poznanie nieznanego. Chociaż pogoda nie była najpiękniejsza, bo padał deszcz, otworzyłam szeroko oczy i chłonęłam zapach i atmosferę tego miejsca... Dotarłam na Majorkę...
c.d.n...
Trzeba się w końcu przyznać, ze dranie istnieją. Nie można również zaprzeczyć, że kobiety kochają drani. Nie wiem tylko, co jest trudniejsze do zaakceptowania nasza słabość do nich, czy to, że w ogóle istnieją. Ja spotkałam jednego z nich. Oczywiście, jako książkowy przykład kobiety zaślepionej, potrafię doskonale wyszukiwać i akceptować wszystkie usprawiedliwienia dla zachowań, które cechują wyżej wspomnianego drania. Potrafię zrozumieć wszystko - poza jednym wyjątkiem: że jest draniem.
Mam to nieszczęście, że wierzę w ludzi, w to, że mają dobre serce, w to, że potrafią się zmieniać i w to, że dążą do swojego duchowego rozwoju. Bzdura. Niektórym po prostu dobrze z maską drania i w ogóle się z tym nie kryją. Zawsze znajdą niewiastę, która ulegnie ich słodkiemu spojrzeniu i miłym słówkom. Zawsze znajdzie się białogłowa, która wpadnie w sidła słabości. Nie. To nie miłość. To coś, co w głowie kobiety objawia sie jako niebezpieczna narkotyczna mieszanka - pospolicie zwana zakochaniem. Tak naprawde z zakochaniem nie mając nic wspólnego. Można powiedzieć, że to coś na rodzaj zauroczenia i przyzwyczajenia. Wytresowania. Ślepota umysłowa. Przestój w przepływie negatywnych faktów, widocznych rzecz jasna dla wszystkich na około za wyjątkiem zainteresowanej. Na słabość potrzebna jest silna wola, której zwykle brakuje. Sama zgodziłam się żeby drań mną pokierował. Poszłam za nim i za swoimi emocjami, które udało mu się poruszyć. Poruszył do tego stopnia, że nie umiem uwierzyć, że moge odejść. Wszystkie negatywne fakty są widoczne. Podane niemalże na dłoni wyciagnientej pod mój nos. Więź. Urojona więź. Złudzenia. Głucha na wszelkie argumenty i zaślepiona nadzieja. Wszystko to tworzy w niedługim czasie mieszankę istnie wybuchową. Taki całkiem prywatny Merlin XXI wieku w naszej własnej głowie. I już nie wiem kim jestem. Ale niech nam - kobietom, nie wydaje się, że z draniem można po prost porozmawiać o swoich emocjach. On oczywiście powie, ze troszczy się o nas. Choć ja powiedziałabym, że prędzej o naszą wagę i to czy nie mamy zmarszczek lub celullitisu i czy przypadkiem nie zjadłyśmy zbyt wiele czekoladek (w końcu jako dobra kochanka trzeba ładnie wyglądać i sie poruszać) niż co się dzieje pod naszymy kopółkami, że o stanie ducha nie wspomne. Drań powie, że jest Tobą zainteresowany, zrobi słodkie oczka, przeprosi, że nie okazywał uczuć. Na tym zakończy się szczerość. Za chwilę, gdy ciężar spadnie z jego "duszy" pomyśli o swoich pierwotnych popędach i instynktach. Pomyśli jak je zaspokoić. Głębsze emocje kończą się zwykle na seksie, po którym dostaje się buziaka w czółko za dobrze rozwarte nogi. Tam poszukują, a przynajmniej jakaś ich część zawsze poszukuje - nie śmiałabym powiedzieć, że całość, prawdziwej głębi. Przynajmniej bardzo się starają. Drań ma zawsze pod telefonem inną dziewczynę, do której może zadzwonić w "nagłym przypadku podniesienia się adrenaliny". Oczywiście każda z nich usłyszy, że to tylko z nią chce spać i tylko z nią chce spędzić tę noc. A że kluczem nie może trafić do zamka i że idzie lekko chwiejnym krokiem... To niewielki problem. Przecież nie musi być czułości. Czułość nie jest wymagana dla drania. Przecież to normalne, że w wieku 30 wiosen, normalny facet ma kilka "friendship with benefit"(przyjaźń z szeroko rozwartymi korzyściami). A ty kobieto? Otwórz oczy i zobacz, że nie jesteś właśnie ta wyjątkowa. Najpierw musisz ustawić się w kolejce do haremu. Później się pomyśli. A ty stój i czekaj na przetestowanie. Jeszcze nie wiesz, że cię wyrzucą. Wiec dzielnie z błyskiem oka i nadzieją... czekamy. Jeśli ci to nie odpowiada to najczęściej pani już podziękujemy. I podstawowa, a wręcz do wyrycia na pamięć, zasada: DRANIA NIE PYTA SIĘ O EMOCJE. Odpowiedź jest prosta: po prostu dżentelmeni nie rozmawiają o takich rzeczach... Drań zapomni jednka dodać, że nie rozmawiają o takich rzeczach z kobietami. Jakiekolwiek oskarżenie czy pretensja zostanie uciszone w trybie natychmiatowym. Jeśli zaczniesz takową rozmowe to już jesteś na straconej pozycji. Od razu najlepiej iść się powiesić. W najlepszym przypadku usłyszysz uciszanie i święte hasło: NO EMOTIONS. W wolnym i frywolnym języku tłumaczone na: Mogę się z tobą pieprzyć... dlaczego nie. Każda dzióra dobra...ale kochanie... żadnych emocji. Pamiętaj. W najgorszym wypadku popieści cię swoimi słowami w stylu: jeśli nie przestaniesz nalegać, to po prostu nigdy więcej nie będę chciał cię widzieć. No i to prosta droga to wykończenia nerwowego i popadnięcia w depresję gotowa. Drzwi szeroko otwarte na zgnuśnienie i załamanie. Draniowi wolno wszystko, więc dlaczego nie mały szantaż emocjonalny? Kobieta, jak kobieta - zaśleione urojoną miłością stworzenie, pójdzie na taki układ byleby nie rozsierdzać swojego tygryska i byleby mieć kogoś obok. Taki nowoczesny strach dzisiejszej populacji - strach przed samotnością z zatraceniem własnej godności i cichą, błagalną modlitwą o miłość. Niewiasta, choć niewiele ma już wtedy wspólnego z niewinnością, staje się układną nałożnicą, milczącą, ociekającą strachem przed każdym słowem (na jego szczęście nie jękiem) i z tylko jedną obsesyjną myślą: kiedy on znów zadzwoni? Drań zwykle nie dzwoni, chyba, że chce żebyś przyszła, bo... Bo trzeba im ulżyć w ciężkim żywocie zapracowanego samca. Pretensa odpada. Odpowiedzią jest groźba zadzwonienia do innej. A na taki argument kobieta kuli ogon i ... biegnie uskrzydlona ideą spędzenia czasu ze swoim wybawca od codziennej nudy i pustki. Zapomina jednak, że jak mu się znudzi to ona zostanie sama. Jego przy niej nie będzie - nawet po to by rozładować emocje, czy odpowiedzieć na głupią tekstową wiadomość. Jeśli jednak odpowie to najczęściej, że ma już inne plany lub że w krótce. W przypływie dobrego humoru zapyta się jak sie masz, aczkolwiek poza odpowiedzią, że ok nie będzie wnikał w żadne szczególy.
Jest na to tylko jedna, jedyna rada. Ucieczka na siłe. Jak w słowach piosenki: Say goodbye and just fly away... Ja próbuję stać się wolnym ptakiem. Chcę i nie chcę odlecieć daleko, ale tak, żeby go nie stracić. Paradoks w skali maksymalnej. Nie wiem ile jeszcze piór stracę od tej uwięzi, ale wiem, że warto... Warto zawalczyć o siebie. Usłyszałam kiedyś od Drania, że żałuje, że czas w którym się spotkaliśmy nie był bardziej dogodny... Romantycznie zabrzmiało... Powiało uczuciem i troską oplecioną brzmieniem jego głosu oraz czułym spojrzeniem. Drań to przede wszystkim dobry aktor. Zagra najbardziej wytworny dramat miłosny na skalę Casablanci. I choć trudno uwierzyć - znajdzie się ktoś inny. Musi minąć trochę czasu. I ten czas na pewno minie. Ból też przestanie tak boleć. Przestanie na pewno. Jak to dodała moja ciocia: po co grzebać w starociach. Lepiej poszukać nowego. Stara miłość jednak czasami rdzewieje.
***
I tak przedstawił mi się facet. W całej swej okazałości i prostactwie...na moje szczęście lub nieszczęście bez prostaty. W odpowiedzi usłyszałabym pewnie: Ależ kochanie... (tupet i czułe słówka - to ich nieodłączna tajna broń) są dwa światy: ten w którym ty żyjesz i ten, który istnieje na około... I pewnie jak zawsze będzie miał rację. Oni zawsze mają rację... Przynajmniej w ich egoistycznym mniemaniu...
sobota, 28 stycznia 2012
Licznik odwiedzin: 18 208
| « styczeń » | ||||||
| pn | wt | śr | cz | pt | sb | nd |
|---|---|---|---|---|---|---|
| 01 | ||||||
| 02 | 03 | 04 | 05 | 06 | 07 | 08 |
| 09 | 10 | 11 | 12 | 13 | 14 | 15 |
| 16 | 17 | 18 | 19 | 20 | 21 | 22 |
| 23 | 24 | 25 | 26 | 27 | 28 | 29 |
| 30 | 31 | |||||
Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:
Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie: